- Uspokój się. Zaraz ktoś cię usłyszy. - Liz rozejrzała się niepewnie. - Jeśli nie chcesz, to nie wychodź na razie. Skoro się boisz...

Weszła do biura Poszukiwaczy i od razu zobaczyła Briana
395

an43
an43
słowa uwięzły jej w gardle. - Ja... ja nie... - Nie kłam, Cass. To nie w twoim stylu. Na wzgórzu wiał gorący wiatr, który poruszał trawą. Gdzieś w gęstwinie drzew cicho zahukała sowa. Odpowiedziało jej tylko rżenie konia. Remmington! Powinna pójść i spróbować go złapać, ale była zahip-notyzowana polami ozłoconymi blaskiem księżyca, nocnymi cieniami i Brigiem McKenziem. Westchnęła. - Dobrze, więc cię widziałam. - I się wściekłaś. - Nie. - Ćśśś. - Przycisnął twardy palec do jej ust i zaprzeczył ruchem głowy. - Znowu kłamiesz. - Powiedział to tak cicho, że ledwie usłyszała jego słowa. - Ale skąd ty... Wpatrywał się w nią przeciągle i uporczywie. - To dziwne. Poczułem, że ktoś nas obserwuje. Pomyślałem, że to Willie. Wiesz, że zawsze się kręci koło domu. Albo że twój stary sprawdza córkę. Coś wisiało w powietrzu. A zresztą nie wiem, do cholery. Ale usłyszałem, jak uciekasz. Potknęłaś się i zaklęłaś pod nosem. - Nie odezwałam się ani słowem. - Tak? - Jego palec przesunął się powoli, kreśląc kontur jej ust. Zaczęło ją ściskać w dole brzucha. Bezwiednie oblizała wargi i dotknęła językiem opuszki jego palca. Smakowała tytoniem. Przez chwilę nie poruszył się, tylko patrzył na nią, mrużąc oczy w blasku księżyca. - Co ci do tego, że jestem z twoją siostrą? Zatkało ją. - Ja nie... Odchylił głowę. Wiedziała, że znowu wpada w pułapkę kłamstwa, żeby ratować swoją godność i dumę. - Ja... ja chyba... Nie podoba mi się, że ona tobą manipuluje. - Nie musisz się tym martwić. - Nie znasz jej. - Może jeszcze nie. Ale poznam. Serce Cassidy ścisnęło się. - Zrani cię i wykorzysta, i... - Nie sądzę. - Opuścił rękę, a jego wzrok jakby trochę złagodniał. - Jeszcze raz pytam. Co cię to obchodzi? - Po prostu nie lubię, gdy próbuje owijać mężczyzn wokół palca. - Nie owinęła mnie wokół palca. - Jeszcze nie. - Poprosiła mnie, żebym z nią poszedł na to wielkie przyjęcie u sędziego Caldwella. - Słyszałam. Powiedziałeś, że pójdziesz. Uśmiechnął się nieśmiało. - Ja i Sędzia. Cofamy się w czasie. Cassidy słyszała historię, oczywiście to były plotki, o dzikiej młodości Briga. Kiedyś omal nie zabił brata strzałem z pistoletu. Chłopcy myśleli, że nie jest naładowany. Do tej pory Chase ma na ramieniu ślad od kuli. Mały rewolwer, który niechcący zostawił u Sunny któryś z jej przyjaciół, oddano właścicielowi. Krążyły też inne opowieści. Ale z jakichś powodów Brig nie został oskarżony. - To chyba nie jest dobry pomysł, żebyś poszedł tam z Angie - wyrzuciła z siebie niespodziewanie. - Nie? - Brig zacisnął pięść i uniósł nią jej podbródek. Patrzyła mu w oczy. - A dlaczego nie? Bo nie pasuję? - Nie o to chodzi. - Prawie nie mogła oddychać. Noc obejmowała ich coraz mocniej. - A o co? - Spuścił głowę. Był teraz bliżej niej i wpatrywał się w nią tak uporczywie, że Cassidy miała wrażenie, że zaczyna płonąć. - Może jesteś zazdrosna? - Nie - wyszeptała i uśmiechnęła się. - Znowu kłamiesz, Cass. Chyba ci mówiłem, że to do ciebie nie pasuje? Cassidy wiedziała, że ją pocałuje, ale nie była przygotowana na to, że jego usta delikatnie dotkną jej warg. Całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Był tak blisko niej. Pachniał ziemią i sobą. Mruknął, chwycił ją mocno i przyciągnął gwałtownie do swojego napiętego ciała. Usta, które były tak czułe, stały się dzikie. Skronie Cassidy zaczęły pulsować. Brig wsunął koniec języka między jej zaciśnięte wargi i rozchylił jej usta. Jęknął i przyciągał jej spragnione ciało do swojego. Piersi Cassidy spłaszczyły się, gdy dotknęły twardej ściany jego klatki piersiowej. Serce waliło jej jak młotem, a krew zaczęła wrzeć. Wcale się nie zdziwiła, kiedy klęknął i popchnął ją na ziemię. Jego pocałunki stały się niecierpliwe. Wodził językiem po jej podniebieniu. Dreszcz podniecenia przebiegł Cassidy aż po końce włosów.
31
więc kiedyś w jedną porządną suknię wieczorową. Kosztowała kupę

niespodziewanego telefonu i to ją martwiło. Nie chciała dać się
kierunkowskaz, wepchnęła się na prawy pas i podjechała do
- Nie odzywaj się do mnie! - krzyknęła. Nic nie rozumiał, nie
- Weź kilka pomarańczy - miał ostatnio dziwną ochotę na
- Otworzę - powiedziała do Diaza, który właśnie wychodził z


personel i zarządzaniehttp://nowoczesne-kuchnie.pl/https://www.czasnabuty.pl/product-pol-40590-ESPADRYLE-Z-CWIEKAMI.html

- Do licha! - wybuchnęła Alexandra.

wydawało się, że to tylko pochodna jej wielkiego sentymentu do
nigdy nie pozwalała sobie na myślenie, że jednak mogą nie znaleźć

254

- Panno Gallant!
szczerzy. Zgadzasz się?
odparła ze śmiechem.

bliznę szpecącą szyję córki. - Co to za ślad?

Podniósł się zza stołu, coraz bardziej zaniepokojony.
Gloria podniosła drżącą dłoń do ust. Dlaczego? Co takiego zrobiła? Co takiego poza tym... poza tym, że pomogła jej w sobotniej maskaradzie?
Po policzkach popłynęły gorzkie łzy. Zwinęła się w kłębek, wtuliła buzię w poduszkę, by nie rozszlochać się w głos. Długo nie mogła się uspokoić, a kiedy nie miała już siły płakać, odwróciła się z ciężkim westchnieniem i przytuliła do policzka swojego pluszowego misia. Objęła go mocno, wspominając, jak to pierwszy raz obudziła się w nocy i zobaczyła stojącą przy łóżku matkę - spoglądała na nią tak jak dzisiaj, z nienawiścią w oczach, z twarzą wykrzywioną obrzydzeniem. Była wtedy tak mała, że nie zapamiętała, co dokładnie czuła tamtej nocy.